Evan zamyślił się.
- ,,Niebieski Orion"... Nie, nic mi nie przychodzi do głowy. Może w bibliotece znajdziemy jakąś wskazówkę?
Charles przytaknął głową. Biblioteka to całkiem dobry pomysł, bo gdzie indziej doszukiwać się odpowiedzi, jak nie w książkach?
- Możemy nawet iść od razu. Biblioteka jest niedaleko - powiedział Evan entuzjastycznie. - Założysz szatę i nikt cię nie zobaczy. Przeszukamy wszystkie regały.
- Tylko, że...
- Tak?
- Nie będzie to dziwne, że książki będą się tak przesuwały? W końcu w tej szacie jestem niewidzialny. Ludzie zemdleją, jak zobaczą same przesuwające się książki - oznajmił Charles z żartobliwą nutą w głosie.
- A, no tak. Nie pomyślałem. Najwyżej pomyślą, że biblioteka jest nawiedzona. Jak wszyscy stamtąd pouciekają to cała biblioteka będzie nasza.
Charles patrzył na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Nie wiedział czy mówi to dla żartu, czy tak na serio.
- A może ja po prostu posiedzę, a ty poszukasz? - zaproponował Charles.
- Tak też może być. Dobrze, wkładaj szatę królewiczu i idziemy.
****
- Właściwie skąd ty masz tą szatę? - spytał Charles w trakcie drogi.
- Skąd? Można powiedzieć, że to prezent.
Charles otworzył szerzej oczy.
- Prezent? - powtórzył.
- Tak. Od tej dziewczyny z witraża. Zapewne cię to nie dziwi.
- Niezbyt. Tak myślałem. Zapewne we śnie, co?
Evan przytaknął.
- Ten sen miałem dobre kilka lat temu. Powiedziała, że podaruje mi magiczną szatę, która będzie potrzebna w różnych sytuacjach w przyszłości, a osoba, która ją nosi staje się niewidzialna. Po przebudzeniu zobaczyłem, że jakaś szata leży na krześle. Nawet nie chcę myśleć jaki musiałem mieć wtedy wyraz twarzy. Nie wierzyłem, nie pojmowałem... Był to jeden z pierwszych snów z jej udziałem. Spontanicznie odziałem się w nią. Poszedłem na targ i zacząłem otwarcie kraść różne produkty. Trochę ryzykowne, ale musiałem jakoś to sprawdzić. Jedna kobieta krzyknęła, że jabłko lata w powietrzu. Wystraszony i zaskoczony uciekłem. Wtedy uwierzyłem, że ta szata naprawdę jest magiczna.
- Rozumiem. W sumie dzięki tej szacie uratowałeś mnie. Nikt cię nie zobaczył w zamku, dlatego tak łatwo mnie wyprowadziłeś.
- Dokładnie. Poza tym przychodziłem wcześniej na zamek, aby przygotować się na odbicie ciebie. Dlatego tak łatwo poszło. No... jeszcze wskazówki tej dziewczyny, w którą stronę uciekać dały dość dużo...
Evan przerwał wątek, gdy zobaczył niedaleko stojący tłum ludzi.
- Co tam się dzieje? - spytał na głos Charles, kierując słowa do siebie.
Podeszli bliżej całego zajścia i przedarli się przez tłum. Dziewczyna przywiązana do drewnianej kłody była biczowana. Jęczała z bólu.
- Co się dzieję? Czemu biją tą dziewczynę? - spytał Evan jednego ze stojących tam osób.
- O ile mi wiadomo, to ukradła coś z targu. Właściciel doniósł to żołnierzom stojącym niedaleko. Bez sądu, czy tłumaczeń przywiązali ją. I sam pan widzi, co wyprawiają.
- Biczowanie? Od kiedy!? Bez możliwości obrony?! - krzyknął wzburzony Charles patrząc na biedaczkę.
Nigdy nie uznawał stosowania przemocy. Jako wcześniejszy król był jej przeciwnikiem. To co się działo w tej chwili na targu było dla niego nie do pomyślenia.
- Kto tak krzyknął? Głos wydaje mi się jakiś znajomy...- Mężczyzna, z którym rozmawiał Evan zaczął rozglądać się za głosem.
Charles pod wpływem wzburzenia zapomniał, że jest niewidzialny. Zaczął iść w stronę dziewczyny, aby ją odwiązać. To było coś silniejszego od niego. Żołnierze przestali ją jednak biczować. Ktoś wtedy podszedł do niej. Odwiązał, pomógł wstać i zabrał.
- Kto będzie łamał prawo, od razu trafi pod bicz! Zarządzenie króla Markusa! -ogłosił jeden z żołnierzy.
Widzę, że jeden król podobny do drugiego. Och biedny król Charles. Pozbądź się ich!! Powodzenia Wasza Wysokość. A autorce życzę więcej tak świetnych pomysłów, szczyptę wyobraźni i powodzenia w pisaniu.
OdpowiedzUsuń