Cały rozgorączkowany położył dziewczynę na łóżku. Ręce i ramiona miała mocno posiniaczone, a twarz była spuchnięta od pobicia.
- Tak się cieszę, że udało mi się z tobą zobaczyć. Tak mi na tym zależało - powiedziała do mężczyzny cichutkim głosem, przykładając delikatnie dłoń do jego policzka. Ścisnął jej dłoń i pogładził.
- Nie mów tak, jakbyś się żegnała. Nie mów tak... - powtarzał, zanosząc się płaczem.
Charles podszedł bliżej do wychudzonej dziewczyny.
- Poznajesz mnie? - zapytał niepewnie.
Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.
- Oczywiście królu Charlesie. Uratowałeś mnie z rąk króla Edwarda.
- Co? - Nieznajomemu mężczyźnie otworzyły się szeroko oczy. - Susan przez te siedem lat myślałem, że nie żyjesz. Nie dostawałem żadnych listów. Nie dawałaś żadnych oznak życia. Szukałem cię... tak długo cię szukałem! - żalił się. - Czy król Edward cię przetrzymywał? - spytał z niedowierzaniem.
Dziewczyna skinęła twierdzącą głową.
- Coś ci zrobił? - pytał dalej drżącym głosem.
Odwróciła wzrok. Po jej policzkach spłynęły gorzkie łzy.
- Niech jego ziemia, w której leży ciężką będzie! Niech gnije w grobie!!! - wrzasnął.
Charles patrzył na nią z miną pełną bólu i współczucia.
- Jak ty w ogóle się tam znalazłaś? Te siedem lat temu powiedziałaś, że chcesz poznać trochę świata. Miałaś przysłać mi list...
- Tak, miałam taki zamiar, ale wolałam przyjechać i przedstawić ci osobiście mojego narzeczonego. Zakochałam się w nim bez pamięci. Nazywał się Filip, kochający, wrażliwy i czuły. Poznałam go przypadkiem, na targu w jednym z miast. Wpadliśmy na siebie. Był jednym z żołnierzy na królewskim dworze. Chciał pokazać mi, jak wygląda królestwo Północy, gdzie służył. Zgodziłam się i... - Susan nagle zalała się płaczem. Zaczęła się trząść. - On...on nie żyje, zabił go! To moja wina, bo nie chciałam być z początku kochanicą króla Edwarda. Więził go i torturował. Zagroził, że jeśli mu się nie oddam po dobroci to zabije Filipa. Szantażował mnie. Tylko z pozoru wydawał się miłym królem. W rzeczywistości był podłym człowiekiem. W końcu oddałam mu się, ale on i tak zabił mojego Filipa...po tym postanowiłam uciec, ale mnie dopadł. I wtedy pojawiłeś się ty - spojrzała na Charlesa z miną pełną wdzięczności.
- Czułem, że nie zasłużyłaś sobie na to. Musiałem cię ratować - wyznał królewicz.
- Dziękuję ci.
Charles podszedł bliżej i chwycił jej chudą dłoń.
- Nie ma za co - odpowiedział z ciepłym uśmiechem na ustach.
- Odpocznij sobie, nie możesz się teraz denerwować. Zaraz zrobię ci coś ciepłego do jedzenia - zaproponował mężczyzna.
Chciał wstać, ale dziewczyna złapała go za rękaw.
- Braciszku nie idź...bo czuję, że umieram. Chcę pożegnać się z tobą...
- Nawet tak nie mów - przerwał jej stanowczo. - Leż, a ja idę w tej chwili zrobić ci coś, co postawi cię na nogi...
- Wierzę, że to nie jest pożegnanie. Zobaczymy się jeszcze, zobaczysz - powiedziała pełna wiary. Po chwili cała znieruchomiała, a jej oczy się zamknęły.
- Susan... Susan - mężczyzna desperacko potrząsał ją. Nie ruszała się.
Charles przyłożył palce do jej szyi.
- Ona...odeszła - powiedział z trudem.
- Nie...nie - mężczyzna kręcił głową. - Nie odchodź, proszę!
Klęcząc przed nią wybuchł płaczem. Wtulił się w jej ciepłe ciało.
- Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie! Dopiero, co cię odzyskałem!!! - wrzeszczał rozpaczliwie.
Charles wyszedł na zewnątrz. Nie mógł znieść tego widoku. Chwycił się za serce.
- Ile ona musiała przejść. To przerażające - powiedział szeptem. Usiadł na schodku cicho szlochając.
No,no, no. Rozkręcasz się. Nie myślałam, że napiszesz coś takiego. Co za podły król. Ktoś powinien go nauczyć dobrych manier w stosunku do kobiet. :/. Biedna Susan;(. Pozdrawiam i weny życzę!
OdpowiedzUsuń